W wigilijny wieczór na polskim stole nie może zabraknąć ryby, a konkretnie karpia. Wielu z nas nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia bez jego smaku. Przyrządzamy go w galarecie, occie lub po prostu smażymy. Tak czy inaczej, karp przed podaniem musi być martwy. Zapytaliśmy bydgoszczan, kto i w jaki sposób spełnia nieprzyjemny obowiązek uśmiercania ryby w ich domach?
Oto co usłyszeliśmy:
Magdalena Ratajczak, uczennica:
– U nas w domu , na szczęście, nie ma takiego problemu. Po prostu kupujemy już zabitego. Mama wspaniale go doprawia i smaży. Ja nie sądzę, bym mogła zabić karpia.
Krystyna Jagodzińska, emerytka:
– Cóż, w moim domu ten obowiązek należy do mnie. Mąż się boi. Mam swój sposób, który praktykuję od lat. Kupujemy żywego karpia tydzień przed Wigilią, żeby jeszcze sobie trochę popływał u nas w wannie. Przez ten czas już się trochę poddusi. Wtedy wystarczy go mocno uderzyć w głowę, najlepiej kilka razy i po wszystkim. Przynajmniej się za długo nie męczy.
Daniel Cekwiński, uczeń:
– U nas nie je się karpia na święta. Ryba oczywiście jest, ale nie karp, bo nie lubimy smaku jego mięsa. Jest zbyt tłuste. No i jest ten wstręt z zabijaniem. Zazwyczaj jemy filety rybne, śledzie. Nie kupujemy całych, żywych ryb.
Krzysztof Hoffman, uczeń :
– Brat kupuje nam rybę, a mama ją uśmierca. Jak to robi? No, chyba siekierą albo jakimś tasakiem. Po prostu rozcina mu gardło i krew leci. Ona nie karze nam na to patrzeć, zamyka się w łazience i wtedy nie możemy wchodzić. Po prostu w tajemnicy zarzyna karpia.
Agata, uczennica gimnazjum:
– U mnie tata zabija karpia. Wydaje mi się, że tasakiem. Po prostu odrąbuje mu głowę. Ja staram się tego nie widzieć. Wychodzę do pokoju a tata robi to w kuchni.
Jan, emeryt z Bydgoszczy:
– Nikt u nas karpia nie zabija, ponieważ kupujemy zawsze gotowego w galarecie albo filety. Ja na pewno bym nie zabił. Pamiętam, że żona kiedyś to robiła.
Justyna z Bydgoszczy:
– U mnie w domu zawsze jest na święta karp. Ja nie mam sumienia, by zabić rybę. Zawsze robi to mąż. On ma silniejsze nerwy.
Stanisław, emeryt:
– Karpia zabijamy wspólnie z żoną. Mamy na to sprawdzony i humanitarny sposób. Wacik nasączamy denaturatem, wkładamy mu do pyszczka i on usypia. Wtedy uderza się go w głowę młotkiem i koniec. Tak to u nas wygląda.
Autor artykułu: .